O Mnie

MARCIN MIOTK – himalaista, taternik, członek kadry narodowej Polskiego Związku Alpinizmu we wspinaczce wysokogórskiej.

 

Urodził się w 1973 roku w Wejherowie.

W 2005 roku jako pierwszy Polak zdobył samotnie najwyższy szczyt świata Mount Everest (8850 m) bez używania dodatkowego tlenu, za co otrzymał nagrodę Kolosa w kategorii Alpinizm oraz wyróżnienie w międzynarodowym konkursie ExplorersWeb.

W Himalajach zdobył również ośmiotysięczniki Shisha Pangma Middle (8013 m), Cho Oyu (8201 m) oraz brał udział w wyprawach na południową ścianę Annapurny (8091 m) oraz siedmiotysięcznik Nanda Devi East (7434 m).

 

W roku 2007 zdobył tytuł Śnieżnej Pantery - przyznawany za zdobycie wszystkich szczytów siedmiotysięcznych w byłym ZSRR tj. Chan Tengri (7010 m), Pik Pobiedy (7439 m), Pik Korżeniewskiej (7105 m), Pik Komunizmu (7495 m), Pik Lenina (7134 m).

Więcej>>

 

Aktualności

2006 – Hvannadalshnúkur (2119 m), Islandia

 

 

Gdy dwóch turystów spotyka się w Islandii, najczęściej zadawanym pytaniem jest….. „Który raz jesteś?”. Z perspektywy mogę powiedzieć, że to dobre pytanie, bo ja również zamierzam na Islandię wrócić.

Od kilku lat słyszałem same zachwyty na temat Islandii. Dopiero jednak w czerwcu 2006 roku udało mi się odwiedzić ten niezwykły kraj i zweryfikować słyszane opinie. Większość czasu spędziłem w górach, które zamierzam Wam przybliżyć.

MATKA WULKAN, OJCIEC LODOWIEC

Islandia jest wyspą pochodzenia wulkanicznego, obecnie uznawana jest za jeden z najbardziej aktywnych wulkanicznie krajów na świecie. Na terenie Islandii jest ponad 200 wulkanów, z czego aż 26 czynnych. Na przestrzeni ostatnich lat erupcje wulkanów na Islandii zdarzały się średnio co 5 lat. Najbardziej znanym islandzkim wulkanem jest Hekla, która ostatnimi laty „budzi się” regularnie co 10 lat (ostatnio w lutym 2000 roku). Drugim bardzo charakterystycznym elementem islandzkiego krajobrazu są lodowce. Pokrywają one ok. 12% powierzchni kraju. Największym lodowcem Islandii, a jednocześnie Europy jest Vatnajökull. Leży on na południu kraju i ma powierzchnię 8400 km² (wielkość Korsyki) - dla porównania jest to powierzchnia równa powierzchni wszystkich pozostałych lodowców Europy razem wziętych! Jego grubość dochodzi do 1 km.

NAJGROŹNIEJSZY - HEKLA (1491 m n.p.m.)

 

Po przyjeździe na Islandie najbardziej logicznym miejscem pierwszej górskiej wędrówki wydaje się być wulkan Hekla, położony 115 km na wschód od stolicy kraju Reykjaviku. Dzięki swojej aktywności przez wielu nazywany jest bramą piekieł. Przy dobrej widoczności wulkan widać doskonale z drogi Ring 1, ale takich dni jest niewiele. Przed podjęciem wspinaczki należy w licznych punktach informacji turystycznej (lub w hotelu w miejscowości Leirubakki) bezwzględnie sprawdzić stan aktywności wulkanu. Na szczyt prowadzi wiele ścieżek, ale najpopularniejsza zaczyna się od północno – wschodniej strony. Najłatwiej dotrzeć tam drogą nr 26, a następnie skręcić w drogę F 225 (tutaj już tylko samochodem terenowym – no chyba, że chcemy zapłacić kilka tysięcy złotych za potencjalne holowanie). Droga na szczyt i z powrotem zajmuje ok. 8 godzin (czas przejścia zależy głównie od ilości śniegu na trasie). Warto wyjść wcześnie rano, bo jak w większości rejonów górskich pogoda ma tendencje do pogorszenia w godzinach popołudniowych. Należy również zabrać min 2 litry wody, bo po drodze nie ma możliwości jej nabrania (no chyba, że ktoś weźmie ze sobą gaz, palnik, kubek i będzie próbował topić ze śniegu).

NAJWYŻSZY - HVANNADALSHNÚKUR (2119 m n.p.m)

Ten najwyższy szczyt Islandii położony jest w Parku Narodowym Skaftafell (południowo-zachodnia Islandia) na skraju lodowca Vatnajökull. Pogoda w okolicach parku narodowego jest bardzo kapryśna. Bliskość największego lodowca Europy powoduje, że okolice parku pokryte są przez większość część dnia gęstymi chmurami, z których jak nie trudno zgadnąć często pada. W parku Skaftafell nocować można tylko na kempingu. W niedalekiej odległości od parku zbudowano ostatnio hotel, ale ceny są horrendalne. Jak dotarliśmy wieczorem do kempingu w parku padał rzęsisty deszcz, ale uspokojono nas że jutro pogoda będzie znakomita. Ku naszemu zdziwieniu mieli racje – ranek powitał nas piękną, słoneczną pogodą. Szybko uwinęliśmy się ze śniadaniem i ruszyliśmy na kilkugodzinną wycieczkę po parku, aby „rozchodzić” się przed czekającą nas następnego dnia próbą zdobycia najwyższego szczytu Islandii. W parku znajduje się kilkanaście kilometrów ścieżek trekkingowych, o różnym stopniu trudności. Większość z nich prowadzi do punktów widokowych, z których możemy podziwiać piękne lodowce Skaftafellsjökull lub Svinafellsjökull. Miłośnicy wodospadów mogą wybrać szlak prowadzący do licznych wodospadów, z których najbardziej warty polecenia jest Svartifoss, który spływa wzdłuż pięknych bazaltowych słupów.

Hvannadalshnúkur wznosi się jako nunatak (szczyt wznoszący się nad powierzchnię lodowca i otoczony zewsząd przez pokrywę lodową) lodowca Oraefajökull (najbardziej na południe wysunięte pasmo lodowca Vatnajökull). Po raz pierwszy został zdobyty przez Norwega Hansa Frisaka w 1813 roku. Sama bezwzględna wysokość Hvannadalshnúkur’a może nie robi wrażenia, bo przecież jest znacznie niższa niż np. polskie Rysy, ale trzeba wziąć pod uwagę fakt, że na najwyższy szczyt Islandii startuje z poziomu morza, więc trzeba pokonać ponad 2 kilometry przewyższenia podczas jednego dnia (dla porównania na Rysy ze schroniska w Morskim Oku mamy do pokonania ok. 1000 m przewyższenia). Wchodzenie „solo” na Hvannadalshnúkur nie wchodzi w grę, ponieważ droga wejściowa prowadzi przez najeżony szczelinami lodowiec. Ja osobiście dołączyłem się do kilkuosobowej islandzkiej grupy. Niezbędne wyposażenie to oczywiście raki, czekan, lina.

Chciałoby się powiedzieć, że wyruszyliśmy jeszcze po ciemku, ale to w lecie na Islandii bardzo trudne zadanie, ponieważ w tym czasie są tam „białe noce”. Słońce zachodzi około północy i wschodzi coś około drugiej nad ranem, także cały czas mamy jasno. Z kampingu parku narodowego Skaftafell podjechaliśmy ok. 12 kilometrów drogą Ring Road 1 w kierunku starej opuszczonej zagrody Sandfell (jest drogowskaz przy drodze głównej) w okolicach, której znajduje się mały parking. Pogoda zapowiadała się bardzo dobra, więc w dobrych humorach ruszyliśmy ok. 5 rano w kierunku szczytu. Początkowo droga prowadziła w lewo przez mały strumyk, a następnie ostro podchodziła do góry. Pomimo niezbyt szybkiego tempa marszu, szybko zdobywaliśmy wysokość. Towarzyszyły nam bardzo piękne widoki na okolice parku narodowego Skaftafell. Szczególnie dobrze widać było z większej wysokości rozlewisko Skeiðarársandur - jest to pustynia z czarnego bazaltowego piasku uformowanego przez powodzie i erupcje wulkanu Vatnajökull.

Po kolejnej godzinie doszliśmy do jeszcze jednego strumyka, gdzie można po raz ostatni nabrać wodę. Nasza droga wejściowa była bardzo wygodna, ponieważ nie dość, że jej nastromienie było łagodne to dodatkowo nie było na niej etapów gdzie traciliśmy wysokość. Około godziny 8 rano dotarliśmy do granicy śniegu. Altimetr wskazywał wysokość 1100 m npm. Byliśmy już powyżej poziomu chmur. Po krótkim odpoczynku zabraliśmy się za zakładanie raków, gore-texów i innych cieplejszych rzeczy. Związaliśmy się liną i już jako jeden „tramwaj” ruszyliśmy dalej. Śnieg był dobrze zmrożony, ale skwar lejący się z nieba nie wskazywał, aby dalsza droga była tak przyjemna. Przez chwilę zastanawiałem się, po co my idziemy tak związani na tym lodowcu skoro szczelin ani widu ani słychu. Jednak już za chwile miałem zmienić zdanie – kiedy to Aigars – idący na czele naszej grupy – zapadł się po pachy w niewielkiej szczelinie. A to był dopiero początek. Szczeliny na drodze były dobrze pokryte śniegiem i nawet najsprawniejsze oko miałoby trudności, aby je w tej monotonnej bieli wypatrzyć. Pogoda dalej była naszym sprzymierzeńcem, – chociaż pułap chmur podnosił się razem z nami, ciągle mieliśmy przewagę. Obawa przed znalezieniem się we mgle dopingowała nas do szybszego marszu w górę.

Dotarliśmy do dużego plateau u podnóża Hvannadalshnúkur’a. Szczyt robił duże wrażenie – szczególnie wschodnia ściana, której nie powstydziliby się wspinacze stylu „big wall”. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy na ostatni etap wspinaczki. Nasza droga wejściowa wyprowadzała na grzędę szczytu – odcinek ten, pomimo, że położony dość wysoko, był urozmaicony wieloma szczelinami. W pewnym stromym miejscu musieliśmy wręcz założyć poręczówkę, aby podczas zejścia mieć bezpieczniejszą drogę. Bliskość szczytu (a więc również wysokości ponad 2 tys. m n.p.m.) spowodowała, że zrobiło się zimno – ostatni twardziele założyli w końcu kurtki. Ostatnim metrom przed szczytem towarzyszyły spontaniczne okrzyki radości. Widoki ze szczytu powaliły mnie na kolana. Na kilku szczytach już byłem, ale ten widok był unikalny – gigantyczna czapa lodowa, z której w różnych miejscach wyrastały jak piramidy szczyty, a konkretnie wulkany! Księżycowo, marsowo, po prostu kosmicznie! Nic więc dziwnego, że w drodze powrotnej wszystkim dopisywały humory.

NAJPIĘKNIEJSZY - HERðUBREIð (1682 m n.p.m.)

 

 

Ten wygasły wulkan położony jest północno-wschodniej części Islandii. Jego specyficzny kształt jednym przypomina tort, innym garnek lub klosz. Jednak ze względu na jego wyjątkowość najczęściej nazywana jest „królową islandzkiej pustyni”. Góra ta uformowana w wyniku polodowcowej erupcji wulkanu wyrasta zdecydowanie ponad inne wzniesienia w centralnej Islandii. Przed erupcją wulkanu góra z pewnością była o wiele wyższa, ale potężny wybuch po prostu wyrwał górne partie szczytu.

Z wielką nadzieją i zaciekawieniem udaliśmy się w kierunku szczytu, ale niestety wiosenne roztopy zupełnie zniszczyły drogę prowadzącą pod szczyt. Na szczęście jednak wyśmienita pogoda pozwoliła nam oglądać szczyt z dalszej odległości.

INNE GÓRSKIE WĘDRÓWKI

Islandia to prawdziwy raj dla miłośników górskich wędrówek. Przepiękne i unikalne krajobrazy, dobra baza noclegowa to główne atuty tego kraju. Poza wymienionymi trzema szczytami, warto poświęcić 3-4 dni na przejście szlaku Laugarvergurinn (Szlak Gorących Źródeł). Ten „islandzki "klasyk" prowadzi z Landmannalaugur do Porsmork. Najlepszy termin na przejście tego szlaku jest od połowy lipca do połowy września (wcześniej może być jeszcze dużo śniegu). Po drodze mamy kilka schronisk, jednak w szczycie sezonu trzeba rezerwować miejsca z dużym wyprzedzeniem. Głównymi atrakcjami tego szlaku są kolorowe odcienie gór, rozlewiska lawy, turkusowa woda w górskich jeziorach oraz gorące baseny. Po dotarciu do Porsmork można sobie przedłużyć trekking o dodatkowe 2 dni i iść dalej do Skogar.

POZA GÓRAMI

 

GEYSIR – to tutaj narodziła się nazwa gejzer, którą określamy gorące źródła geotermalne na całym świecie, które pod wpływem zgromadzonego ciśnienia wyrzucają setki litrów wody na wysokość nawet kilkudziesięciu metrów. Obecnie Geysir jest nieczynny, ale jego mniejszy odpowiednik - Strokkur wyrzuca wodę regularnie co około 10 minut na wysokość do 30 metrów.

WIELORYBY – początkowo podchodziłem dość sceptycznie do atrakcji zwanej potocznie „Whale safari”, jednak mocno, ale to mocno się pomyliłem. Wieloryby widzieliśmy dosłownie na wyciagnięcie ręki. Widok kilkutonowego wieloryba wynurzającego się kilka metrów od naszego małego stateczku na długo pozostanie w mojej pamięci.

WODOSPADY – bardzo charakterystyczne dla krajobrazu Islandii. Miałem wrażenie, że prawie z każdego miejsca w Islandii widać jakiś wodospad. Szczególnie duże wrażenie robią: Dettifoss - największy w Europie pod względem ilości przepływającej wody (ponad 100 ton/s), Gullfoss -przez większość turystów uznawany za najpiękniejszy, Glymur - najwyższy na Islandii (ok. 200 m), na szczyt którego prowadzi piękna trasa widokowa.

GORĄCE ŹRÓDŁA – Źródła geotermalneBłękitna Laguna to jedno z najpopularniejszych miejsc na Islandii. Znajdują się na południe od drogi z lotniska w Keflaviku do Reykjaviku. Od stolicy dzieli ją 40 km. Każdego roku odwiedza ją ponad 120 tys. turystów w celach rekreacyjnych, wypoczynkowych oraz zdrowotnych. Uzdrowisko to znajduje się w miejscu licznych ciepłych źródeł i jest zasilane nadmiarem wody z pobliskiej elektrowni geotermalnej.

ZORZA POLARNA – niestety można ją obserwować tylko od września do marca, czyli w okresie poza sezonem turystycznym. Aby zobaczyć zorzę potrzebujemy bezchmurnego nieba i dużego nasłonecznienia. Bliskość pola magnetycznego bieguna powoduje, że naładowane cząstki wiatru słonecznego zderzają się z cząstkami powietrza. Powstaje światło, które możemy obserwować w postaci ogromnych wstęg na niebie, które cały czas zmieniają swe kształty i kolory.

ISLANDZKIE CIEKAWOSTKI:

 

  • 930 – w tym roku powołano na Islandii Althing – najstarszy europejski parlament
  • 300 tys. ludzi mieszka na Islandii
  • 86% domów ogrzewanych jest energią geotermalną
  • 60% Ludności Islandii mieszka w stolicy
  • 60 lotnisk znajduje się na Islandii

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

KIEDY ZWIEDZAĆ – sezon jest bardzo krótki i trwa praktycznie 2 miesiące tj. lipiec i sierpień (jest wtedy oczywiście najtłoczniej i najdrożej). Najlepiej wg mnie jest jechać na początku lub w połowie czerwca (max do ok. 26 czerwca) – jest wtedy już bardzo dobra pogoda, a cenny są jeszcze przedsezonowe. Można również się skusić na początek września, jednak jest wtedy chłodniej niż normalnie. Nie należy jednak bać się chłodu na Islandii, bo ciepły Prąd Zatokowy powoduje, że szczególnie na południowych obszarach temperatury są znośne, a śnieg nawet zimą pada sporadycznie!

DOJAZD NA MIEJSCE – do wyboru mamy dwie opcje: samolot lub prom. Wybór opcji dojazdu zależy od tego, ile czasu i pieniędzy chcemy poświecić na zwiedzanie wyspy. Trzeba pamiętać, że wyspę najwygodniej zwiedza się samochodem (najlepiej terenowym) – chociaż wielu mniej zamożnych osób, studentów z powodzeniem wykorzystuje autostop i komunikację publiczną. Jeśli więc mamy mało czasu (np. 2 tygodnie) to podróż promem pochłonie nam połowę tego czasu – warto więc wybrać samolot. Jeśli zaś chcemy zwiedzać Islandię powyżej 2 tygodni – warto zastanowić się nad podróżą promem z własnym samochodem, ponieważ koszty wynajmu samochodów należą do najwyższych na świecie (szczególnie w okresie lipiec-sierpień).

SAMOLOT – mamy do wyboru dwie najpopularniejsze linie lotnicze:

Iceland Air (www.icelandair.net) – narodowy przewoźnik oferuje regularne rejsy z wielu miast europejskich np. Berlin, Hamburg, Monachium, Wiedeń) – warto zaglądać na stronę www z dużym wyprzedzeniem, aby znaleźć promocyjne połączenie.

Iceland Express – (www.icelandexpress.com) – to szybko rozwijający się tani przewoźnik oferujący połączenia z wielu europejskich miast – dla Polaków najatrakcyjniejsze są połączenia z Berlina (można dojechać pociągiem lub samochodem) lub Londynu Stansted (gdzie można również tanio dolecieć z Polski). Jak we wszystkich liniach nisko kosztowych obowiązuje zasada: im wcześniej tym taniej. Na stronie www można też zarezerwować samochód w promocyjnych cenach.

PROM – prom samochodowy Smyril Line (www.smyril-line.com) kursuje z Dani (Hanstholm) lub Norwegii (Bergen) do Seydisfjordur na wschodnim wybrzeżu Islandii. Należy sprawdzić czy na dany rejs nie ma obowiązkowego 2-3 dniowego postoju na Wyspach Owczych. Ceny za samochód i 4 pasażerów (w kuszetce 8-osobowej) kształtują się od 500 do 700 Euro, w zależności od pory roku.

NOCLEGI – ceny noclegów są wysokie, co prawdopodobnie jest podyktowane krótkim sezonem. Wybór jest duży, chociaż w szczycie sezonu na pewno trzeba rezerwować z wyprzedzeniem. Wiele osób (bez względu na wiek) wybiera Schroniska Młodzieżowe (HI - www.hostel.is), gdzie respektują zniżki na kartę członkowską. Droższa sieć to np. Fosshotel (www.fosshotel.is). Ludzie, którzy spędzają dużo czasu w górach, na pewno będą korzystać ze schronisk górskich (www.fi.is). Najkorzystniej cenowo wychodzi jednak spanie na kempingach, które są bardzo dobrze utrzymane i jest ich bardzo dużo. Nie trzeba nic wcześniej rezerwować, mamy swobodę w wyborze trasy, możemy naszą drogę zwiedzania przyspieszać, bądź zwalniać – w zależności od zainteresowań.

Rozmieszczenie kempingów: www.nat.is/camping/camping_sites.htm

ZAKUPY – jeśli chcemy sami żywić się na Islandii to musimy kupić gaz – prawie na każdej stacji benzynowej jest dostępny popularny epi gaz. Żywność oraz półprodukty najlepiej kupić w najlepszym sklepie dyskontowym na Islandii, czyli w popularnej „śwince” (od loga sieci). Dwa sklepy są po drodze z lotniska Keflavik w kierunku stolicy.

Na Islandii jest duża (w stosunku do liczby ludności) Polonia, więc jak będziecie mieli jakieś pytania pytajcie na popularnym forum: www.forum.iceland.pl

k2-banner

pantera